czwartek, 18 lipca 2013

Mgliście...

Brak komentarzy:
No, wróciłam na dobre! Odpoczęłam po wywczasach, wyspałam się, czas wziąć się za życie!

Zdjęcie jeszcze z czerwca, z porannej rowerowej podróży do szkoły :)

Ależ była mgła!

sobota, 6 lipca 2013

Dzień czwarty

Brak komentarzy:
Mieszkanie na wsi, gdzie wszędzie jest daleko, ma swoje plusy i minusy z tą odległością związane. Minusów zwłaszcza wiele pojawia się w zimie, kiedy śnieg zasypie wszystko i nie ma jak dostać się gdziekolwiek. Ale latem to jest plus, bo jak się chce gdzieś pojechać, to tylko rowerem :) Jak dzisiaj do kościółka:

Tydzień przerwy - wyjeżdżam nad morze. Tam rrowerem nie pojeżdżę, więc żeby nie sflaczeć i nie stracić formy, pewnie trochę pobiegam, a właściwie... pomarszobieguję ;-) I zgłaszam się w niedzielę lub w poniedziałek! :D

piątek, 5 lipca 2013

Dzień trzeci

Brak komentarzy:

Ależ dzień! Pełen wrażeń! Zgubiłam się tylko dwa razy, nadkładając przez to... no, może z 5 km. Poznałam większy kawałek świata :D

Duża już jestem, więc rzadko mi się zdarza wjechać podczas wycieczki rowerowej na nieznane mi tereny. Tym razem jednak los sprawił mi miłą niespodziankę. Dotarłam poza granice (rozsądku?... A nie, to już dawno) gminy, powiatu i  nawet województwa. Moim celem był zamek w Besiekierach, który leży jakieś 20 km od Łęczycy. Ale zanim do niego dotarłam... Oj, działo się!

Z początku jechałam nie dość, że z górki, to jeszcze z wiatrem. Przerażało mnie to, już mi się jawiła droga powrotna jako katorga. Ale nic to... Później powierzchnia wyrównała się, wjechałam na typowe obszary nizinne. Przebyłam wiele wsi, naprawdę uroczych zakątków Polski. Obejrzałam wnikliwie wiele bocianich gniazd, zwróciłam uwagę na najróżniejsze rośliny, jakie są uprawiane przez ludzi na tych terenach. Nie tylko zboża, ale także trawy czy maki, które przedstawiłam na powyższym zdjęciu.

No. A potem trzeba było wjechać w las... W ciemny, gęsty las... Tylko którą drogą?! Cóż, napotkani ludzie dawali sprzeczne rady. Koniec języka za przewodnika, jak mówią, ale w tym wypadku ta prosta zasada nie do końca sprawdziła się w praktyce. W lesie skręciłam z moją towarzyszką podróży (własną, osobistą Mamą^^) w złą drogę i tu początek wzięło kilka nadprogramowych kilometrów do przejechania...

Suma sumarum trafiłyśmy jednak do Besiekier, znalazłyśmy zamek i wnikliwie go zwiedziłyśmy. Oto kilka zdjęć  stamtąd:

Widok ze stałego lądu :)


W bramie


Na komnatach


Z widokiem na salony

 
W drodze powrotnej też się zgubiłyśmy, bo jakże by inaczej! Wyprowadzała nas na prostą pewna miła starsza pani, która mieszkała w jednym  z rozpadających się, położonych w lesie domów... Wiecie, takich co wyglądają, jakby się miały zaraz rozlecieć. Prosta w jej wykonaniu była wyjątkowo falista, ale po połączeniu otrzymanych wskazówek z pewną dozą inwencji własnej i spostrzegawczości udało nam się odnaleźć właściwą drogę. I szczęśliwie wrócić, to najważniejsze ;-)

Podsumowując: ponad 60 km wspaniałej, chociaż nieco męczącej jazdy! ^^

czwartek, 4 lipca 2013

Dzień drugi

2 komentarze:
Dzisiaj tylko jakieś 35 minut jazdy, za to uczciwej. Jechałam sama, pod wieczór, bo w ciągu dnia słońce prażyło niemiłosiernie, było duszno, parno. A potem kotłowała się po okolicy burza... No, ale w końcu udało mi się wyrwać na przejażdżkę!

To było kilka kilometrów szybkiej jazdy po najróżniejszych nawierzchniach: dziurawym asfalcie, asfalcie niedziurawym, płytach betonowych, żwirze, piachy i... Hmm, znacie ten rodzaj drogi, której nie widzicie, ale wierzycie na słowo, że taka gdzieś pod Waszymi kołami się ukrywa?... No, to po takiej też jeździłam :D

To był taki samotny trening, stąd ta szybkość jazdy. Cudowne uczucie pracujących mięśni, moment, kiedy człowiek czuje, tak naprawdę czuje, swoje ciało. Kiedy się poci, a sprawia mu to czystą przyjemność... Przedstawię Wam dzisiaj kilka zdjęć. Jakość niestety jest słaba, wieczór... Tak to jest, jak się  nie do końca zna funkcje obsługiwanego aparatu ;-)



Jutro wycieczka na zamek w Besiekierach, mam ponoć 28 km w jedną stronę! Obfotografuję co się da! 


środa, 3 lipca 2013

Dzień pierwszy

2 komentarze:
Cześć! Katarzynisko, miło mi Was powitać na moim blogu! O co tutaj chodzi, spytacie? Otóż to taki mój mały osobisty projekt: i tak sporo jeżdżę rowerem, więc co mi szkodzi poprowadzić o tym bloga? Dla wzmocnienia chęci, mobilizacji do działania... Żeby się codziennie chciało, nawet jak deszcz, grad, wiatr - żeby wyskoczyć choć na chwilkę!

Dzisiaj było około 40 km - pokonanych z Lidką, w słońcu i deszczu, w skwarze i chłodzie... Co jak co, ale pogoda w tym roku wyjątkowo nie pozwala nam się nudzić! ^^

Dzień pierwszy dniem pierwszym, ale ja wstawię zdjęcie z wczorajszej wyprawy, z tej jej części, którą przebywałam z Anią. Dzisiaj, w ferworze atrakcji zsyłanych przez nasze polskie lato (burze, słońce, parno, ciepło, chłodno, gorąco) umknęło mi fotografowanie świata...