piątek, 5 lipca 2013

Dzień trzeci


Ależ dzień! Pełen wrażeń! Zgubiłam się tylko dwa razy, nadkładając przez to... no, może z 5 km. Poznałam większy kawałek świata :D

Duża już jestem, więc rzadko mi się zdarza wjechać podczas wycieczki rowerowej na nieznane mi tereny. Tym razem jednak los sprawił mi miłą niespodziankę. Dotarłam poza granice (rozsądku?... A nie, to już dawno) gminy, powiatu i  nawet województwa. Moim celem był zamek w Besiekierach, który leży jakieś 20 km od Łęczycy. Ale zanim do niego dotarłam... Oj, działo się!

Z początku jechałam nie dość, że z górki, to jeszcze z wiatrem. Przerażało mnie to, już mi się jawiła droga powrotna jako katorga. Ale nic to... Później powierzchnia wyrównała się, wjechałam na typowe obszary nizinne. Przebyłam wiele wsi, naprawdę uroczych zakątków Polski. Obejrzałam wnikliwie wiele bocianich gniazd, zwróciłam uwagę na najróżniejsze rośliny, jakie są uprawiane przez ludzi na tych terenach. Nie tylko zboża, ale także trawy czy maki, które przedstawiłam na powyższym zdjęciu.

No. A potem trzeba było wjechać w las... W ciemny, gęsty las... Tylko którą drogą?! Cóż, napotkani ludzie dawali sprzeczne rady. Koniec języka za przewodnika, jak mówią, ale w tym wypadku ta prosta zasada nie do końca sprawdziła się w praktyce. W lesie skręciłam z moją towarzyszką podróży (własną, osobistą Mamą^^) w złą drogę i tu początek wzięło kilka nadprogramowych kilometrów do przejechania...

Suma sumarum trafiłyśmy jednak do Besiekier, znalazłyśmy zamek i wnikliwie go zwiedziłyśmy. Oto kilka zdjęć  stamtąd:

Widok ze stałego lądu :)


W bramie


Na komnatach


Z widokiem na salony

 
W drodze powrotnej też się zgubiłyśmy, bo jakże by inaczej! Wyprowadzała nas na prostą pewna miła starsza pani, która mieszkała w jednym  z rozpadających się, położonych w lesie domów... Wiecie, takich co wyglądają, jakby się miały zaraz rozlecieć. Prosta w jej wykonaniu była wyjątkowo falista, ale po połączeniu otrzymanych wskazówek z pewną dozą inwencji własnej i spostrzegawczości udało nam się odnaleźć właściwą drogę. I szczęśliwie wrócić, to najważniejsze ;-)

Podsumowując: ponad 60 km wspaniałej, chociaż nieco męczącej jazdy! ^^

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz